sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 15

Jeśli nie wol­no ci wyb­rać źle i nieod­po­wie­dzial­nie, nie jes­teś wolny.  - Jacob Hornberger
 
~*~*~*~
Chłopak uśmiechnął się do niej tylko i odszedł. Zaskoczona Susan stała przez chwilę w miejscu, patrząc jak odchodzi.  Zdała sobie sprawę, że spięła mięśnie i wstrzymała oddech, kiedy to zrobił. Zaczęła się zastanawiać co z nią jest nie tak. Reaguje na przystojnych i miłych chłopaków jak na niebezpieczeństwo. Zmarszczyła brwi i dalej patrzyła jak Niall podąża w górę ulicy. Gdyby nie odszedł, to bardzo możliwe, że by na niego nawrzeszczała. I nagle poczuła się zła i zupełnie bezsilna. Dlaczego wszystko układa się inaczej niż ona tego chce? Ledwo udało jej się otworzyć bramkę, tak bardzo trzęsły się jej ręce. Przeszła szybkim krokiem przez ogród i weszła do domu. Zdjęła szybko płaszcz i postanowiła iść do kuchni, żeby wypić herbatę i trochę się uspokoić. Przy stole siedział jej zdenerwowany ojciec.
- Gdzie ty byłaś? Biorę sobie spokojnie prysznic a ty nagle wychodzisz nic mi nie mówiąc. - powiedział, widząc ją. Blondynka aż zaczerwieniła się ze złości
- Jakoś nigdy wcześniej nie ciekawiło cię to gdzie idę! Nie czepiam się twoich spraw, więc ty też zostaw mnie w spokoju. - wysyczała, podchodząc do szafki i wyciągając z niej swój ulubiony niebieski kubek z rysunkiem owieczki. Koleżanka jej mamy przywiozła go jej parę lat temu z Irlandii. 
- Nie wolno ci się tak do mnie odzywać i nie odwracaj się do mnie plecami! Gdzie i z kim byłaś - tym razem podniósł na nią głos. Dziewczyna odwróciła się do niego i obrzuciła go przenikliwym spojrzeniem. Czarny markowy garnitur, porządnie wyprasowana biała koszula, bordowy jedwabny krawat. Nawet buty błyszczały, świeżo wypastowane. Z odległości metra wyczuwała jego ulubione perfumy. Podbródek ogolił bardzo dokładnie, co rzadko się mu zdarzało. Zwykle jej ojciec stawiał na parodniowy zarost.
- U kolegów. - odpowiedziała lakonicznie - A ty gdzie się wybierasz tak ubrany? Czy to przypadkiem nie twój ulubiony garnitur? - Mężczyzna zmieszał się na te słowa, odwracając wzrok od córki i wbijając go w okno, za którym ukazały się coraz gęściej padające krople deszczu.
- Idę na spotkanie z bardzo wpływowymi ludźmi - odparł zwięźle. Blondynka nie mogła powstrzymać kpiącego śmiechu. Artur spojrzał na nią zdziwiony, nie rozumiejąc jej nagłej wesołości.
- Tak? A to nie jest przypadkiem ważne spotkanie z jedną, atrakcyjną kobietą? - Na jej słowa mężczyzna poderwał się z miejsca jak oparzony.
- Nie wiem skąd wiesz o Sarah, ale nie mam teraz czasu żeby z tobą o tym rozmawiać. Za to kiedy wrócę, to chętnie się dowiem czegoś o tych chłopakach, z którymi spędzasz tyle czasu. - powiedział oschle, po czym nie zaszczycając ją ani jednym spojrzeniem, skierował się do wyjścia. Kiedy po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwi, miała ochotę krzyczeć. Nie zważając na to, że wcześniej chciała napić się herbaty, pobiegła do swojego pokoju. Przekręciła klucz w zamku i oparła się o drzwi, zsuwając powoli na podłogę. Poczuła w kieszeni wibracje telefonu. To był sms od Nialla.
Zastanów się nad tym dobrze xx
Nie wiedząc do końca co robi, rzuciła telefon z całej siły przed siebie. Uderzył w szafkę i spadł z głośnym trzaskiem na podłogę. Odpadła mu tylna część, a ze środka wypadła bateria, która leżała teraz obok. Szarooka wpatrywała się w niego zdrętwiała. Po chwili po jej policzkach zaczęły spływać łzy, a z gardła wydobył się niekontrolowany szloch. Po głowie plątało jej się tysiące myśli. Za dużo na nią spadło. Była tylko zwyczajną nastolatką, a musiała dźwigać na sobie ciężar choroby i tajemnicy. Czuła się z tym okropnie samotna, ale zdawała sobie sprawę, że sama sobie tą samotność narzuciła. Powoli przestawała sobie z tym radzić. Nie przestając płakać podniosła się z trudem. Wściekłość przerodziła się w głęboki żal i zagubienie. Musiała oprzeć się o ścianę, żeby nie upaść. Już nie tylko ręce się jej trzęsły, ale i nogi. Podsunęła w górę rękawy koszuli w zieloną kratę. Na jej rękach widniało sporo siniaków. Niektóre były czerwone i świeże, ponieważ powstały tego  dnia przy bitwie na poduszki. Inne były już fioletowe, a jeszcze kolejne żółtawe. Kontrastowały z jej niezdrowo bladą skórą. Nigdy nie będzie już mogła iść na basen ze znajomymi, bo zaczną się pytania. Siniaki pokrywały wiele części jej ciała, nie tylko ręce. Był to najbardziej widoczny element jej choroby. Jej najgorszym problemem było to, że nigdy na siebie nie uważała. Często w zamyśleniu potyka się o coś, uderza albo zaczepia o jakiś przedmiot. Kiedyś nie miało to znaczenia, a teraz było bardzo widoczne i sprawiało jej duże problemy.  Podciągnęła lekko koszulę ukazując biodra, które również pokrywały świeże krwiaki. To tylko spotęgowało jej szloch. Złapała się za włosy i pociągnęła  za nie z całej siły. Strasznie miała ochotę sięgnąć po jakiś ostry przedmiot, ale powstrzymała się, bo wiedziała, że balansowałaby  wtedy jeszcze bliżej śmierci. Po raz kolejny zwróciła wzrok ku szpecącym jej skórę siniakom.
Patrząc na nie zrozumiała, jak bardzo nienawidzi swojego ciała.
~*~
Następnego dnia w szkole Stylesowi bardzo się nudziło. Lekcje dłużyły mu się w nieskończoność, a nauczyciele wydawali się mu jeszcze bardziej irytujący niż zwykle. Zaczepił na przerwie  Liama.
- Gdzie jest Susan? - zapytał zdziwiony - Szukam jej cały dzień i nigdzie jej nie widziałem.
- Mnie też miło cię widzieć, Harry. Nie ma jej dzisiaj. Pisałem do niej sms'a, żeby się dowiedzieć, dlaczego jej nie ma, ale mi nie odpisała - powiedział, wzruszając obojętnie ramionami. - Nie przejmuj się, może zachorowała albo jej się nie chciało przyjść.
Harry zmarszczył brwi, podziękował mu i odszedł. Od początku półrocza nie wagarował jeszcze ani razu ze względu na szarooką przyjaciółkę. Najwyższa pora, żeby się urwać - pomyślał, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Szybko podążył do szafki, z której wyjął kurtkę i rękawiczki. Wymknął się niezauważony przez tylne wyjście, kiedy zadzwonił dzwonek na kolejną lekcję. Odetchnął z ulgą, wdychając świeże powietrze.
A może by tak sprawdzić, czy u Susan wszystko w porządku? - pomyślał niezdecydowany. Spróbował najpierw do niej zadzwonić, ale włączała się poczta głosowa. Zdziwiony zmarszczył brwi, próbując jeszcze raz. Susan nigdy nie wyłączała telefonu. Ten fakt sprawił, że Harry zdecydował się do niej iść. Miał tylko nadzieję, że nie zastanie u niej Nialla...

~*~
Zadzwonił dzwonkiem do drzwi, zastanawiając się, czy dobrze zrobił przychodząc. Po krótkiej chwili drzwi otworzyły się tak energicznie, że zaskoczony chłopak musiał odskoczyć, by uniknąć uderzenia.
- Pan Cole? Nie powinien pan być w pracy? - zapytał, nie mogąc wykrztusić nic innego. Ojciec Susan był cały czerwony na twarzy i wyraźnie wściekły.
- A kim ty jesteś? - uważnie wybadał go spojrzeniem. Z jego oczu tryskały jakieś nieprzyjemne iskry - Nieważne, wejdź. Może się na coś przydasz. Jesteś znajomym Susan?
- Tak, przyjaźnimy się - odparł Harry, który czuł się coraz bardziej niezręcznie. Wszedł za mężczyzną do domu i zamknął za sobą drzwi.
- Od wczoraj nie wychodzi z pokoju. Pokłóciliśmy się, a ona kiedy wyszedłem zamknęła się i nie odpowiada. Raz tylko, kiedy wołałem odpowiedziała, ale to było tylko ciche ,,Idź w cholerę". Zaraz mnie coś trafi z tą rozpuszczoną dziewuchą!
- Spróbuję z nią pogadać, ale pan niech lepiej tutaj zostanie - odparł zmartwiony Styles i pobiegł szybko w stronę pokoju Susan. Usłyszał jeszcze ciężkie westchnienie pana Cole. Przez chwilę nawet odczuł coś na wzór współczucia, ale uświadomił sobie, że całe zamieszanie wynika pewnie z jego winy. Widać mu się należało. Stanął pod białymi drzwiami, nie wiedząc co powinien powiedzieć. Oparł czoło i dłonie o zimną drewnianą powierzchnię.
- Susan? - zaczął delikatnie, czekając na jakąś reakcję. Przez długi czas za drzwiami trwała niezmącona cisza. Nagle usłyszał lekkie kroki, zbliżające się powoli w jego kierunku.
- Idź sobie Harry. Nie mam siły na rozmowę - powiedziała wyraźnie słabym głosem. Odetchnął głęboko, słysząc, że dziewczyna siada przed drzwiami, czekając aż odejdzie.
- To mogę z tobą pomilczeć - odparł, również siadając i opierając się plecami o dzielącą go od niej przeszkodę. - Susan - szepnął, zmienionym głosem. Nie wiedział czemu, ale nagle poczuł ogarniającą go zimnym powiewem samotność. Przeszedł go dreszcz i zapragnął, żeby szarooka coś jeszcze powiedziała. Czuł się dziwnie i już wiedział, że nie da rady odejść, dopóki blondynka nie wyjdzie. Serce biło mu teraz dwa razy szybciej niż zazwyczaj. Bał się, chociaż sam nie wiedział czego. Zachciało mu się krzyczeć i walić w drzwi do skutku, ale to tylko pogorszyłoby sytuację. Był pewien, że z dziewczyną dzieje się coś złego. Siedział kilka minut, uwiązany niewidzialną nicią, która nie pozwalała mu się ruszyć nawet o centymetr. Oddychał głęboko, próbując uspokoić oszalałe zmysły i coś zadziałać. Zamknął oczy, starając się skupić na ledwo słyszalnym oddechu, który dochodził do niego zza drzwi. Wtedy dobiegł zza nich cichy szloch, jakby blondynka nie chciała, żeby go usłyszał.
- Idź sobie! - krzyknęła zduszonym głosem - Harry proszę!
- Nie dam rady - odpowiedział zgodnie z prawdą i poczuł, że po jego policzku spływa łza bezradności. Siedzieli tak jeszcze długo, ale żadne z nich nie wiedziało ile mogło minąć czasu. Godzina? Więcej?
Nagle blondynka westchnęła i podniosła się, niepewnie przekręcając klucz w zamku. Szatyn zerwał się jak oparzony, czekając, aż sama go wpuści. Zrobiła to. Stała na wprost niego, drżąca i potargana. Miała zaczerwienione oczy i mokrą twarz. Chłopak przez chwilę stał nieruchomo, wpatrując się w nią. Patrzyli sobie w oczy, ale żadne z nich nie było w stanie niczego powiedzieć. Harry nie wytrzymał i zrobił krok, przytulając ją delikatnie. Wyglądała teraz na tak kruchą, że bał się, czy jej nie złamie. Wtuliła się w niego, kładąc głowę na jego piersi. Głaskał ją lekko po plecach, czując niesamowitą ulgę. Myślał, że już będzie dobrze, bo był tak rozproszony, że nie zauważył zawartości kosza na śmieci. A z niego, zionęła wielka ilość chusteczek, hojnie splamionych krwią...

~*~
Jeszcze bardziej dupny od poprzedniego :/
(żadnego spamu dziewczyny! :P )


Bez trzech komentarzy(od różnych osób) NIE dodaję nowego rozdziału!
bo wiecie co? Mam tego dość -,- Może to być nawet tylko ,,fajny rozdział" albo ,,Sorry nie wyszło Ci"
czy coś w tym guście, ale nie uwierzę, że z 19 obserwatorów tylko jedna osoba nie ma połamanych palców albo ma tą jedną minutę w której nie musi ratować świata i pomagać zniszczonej ludzkości!
I możecie być pewni, że do trzech komentarzy nic nowego tutaj NIE znajdziecie!
Chyba zaczynam mieć dość moich wypocin :/

10 komentarzy:

  1. Gabi
    Dzisiaj wyjątkowo bez caps locka i emotikon, bo jestem cholernie poważna i zdenerwowana.
    Rozdział nie jest dupny. Żaden z Twoich rozdziałów nie jest dupny. Kiedy to zrozumiesz?
    Nie mów mi, że mam talent, bo sama nie dostrzegasz jak wielki masz Ty. Przecież ten rozdział jest... Nie wiem jak to ująć słowami, jest PIĘKNY po prostu. Jeśli się nie obrazisz, zacytuję, a właściwie sparafrazuję tutaj, pewną bardzo mądrą osobę, którą uwielbiam: "Tylko autor wie jak powinno wyglądać jego dzieło, dlatego nigdy nie jest z niego dostatecznie zadowolony".
    Nie wiem jak wyglądało to w Twojej ślicznej główce, ale musiało być nie do opisania słowami, skoro napisałaś coś tak idealnego, a dalej Ci się nie podoba. Nie mogłam oderwać się od czytania. Dialogi są tak perfekcyjnie dobrane, a te opisy? MISTRZOSTWO. Tak świetnie wczuwasz się w ich emocje, tak doskonale je opisujesz... Jak Ty to robisz?
    Błagam Cię Gabi, weź się w garść :( Wiem jak to jest pisać dla małej ilość osób, jak to jest mieć malutko komentarzy przy dziwnie nieproporcjonalnej do tego liczbie obserwatorów. Wiem, że nie jest łatwo. Ale błagam Cię- napisz coś dla mnie. Kocham to opowiadanie. Jeśli przestaniesz je pisać... Nie wiem co zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeszukując internet znalazłam bardzo mądry aforyzm autorstwa Antoniego Czechowa. Pasuje do sytuacji jak ulał, dlatego zdecydowałam się go tutaj przytoczyć: "Niezadowolenie z siebie to podstawa każdego prawdziwego talentu.". Inny, który znam od dawna to "Żaden jeździec, który swoją sztukę posiadł należycie, nie ma siebie za doskonałego." Ja to trochę przestawię: "Żaden wyśmienity pisarz nie ma siebie za doskonałego".
    Tyle cytowania, a teraz coś od siebie. Jesteś świetna. Wszystko, za co się bierzesz, zamieniasz w złoto. Zawsze Cię podziwiałam. Pomijając to, że kompletnie nie umiem śpiewać, a po 2 minutach pływania (jeśli można tak nazwać miotanie się w wodzie jak ryba wyrzucona na ląd) nie mam siły poruszyć palcem. Ale ja rok jeździłam konno po to, by jeździć tak jak ty po kilku jazdach. A piszę od prawie czterech lat, a... nigdy Ci nie dorównam.
    Proszę, nigdy w to nie wątp. Piszesz tak wspaniale, bo wszystko, co piszesz jest z serca. Wczuwasz się w bohaterów, czytając mam wrażenie, że tam jestem. I pozwól mi na wstawienie jeszcze jednego cytatu. Tym razem wymyślonego przeze mnie, sprcjalnie dla Ciebie: Największą wartość mają dzieła nie stworzone ze złota, a idące prosto z serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS widzisz nasze komentarze? Mój i Nikki? Każdy powinien się liczyć za dwa. Bo powstały z szczerości, miłości, przyjaźni i wiary... W CIEBIE

      Czyli masz 4 komentarze, ten jest piąty. Wstawiaj kolejny rozdział ;)

      Usuń
  3. Co ty za glupoty gadasz xp Super wpis, zal mi strasznie Susan a o tego ten ojciec to taki dupek ze sie w glowie nie miesci :-)
    Pozdrawiam -Adusia

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początek: Hej przepraszam! Przepraszam, że tak długo się nie odzywałam :( tak jakoś wyszło.
    A teraz przejdę do rozdziału: Proszę cię, nie mów, że jest do bani, albo że nie masz talentu, bo tym samym obrażasz takie osoby jak ja - mające talent mniejszy, tudzież jego brak. Napisałaś, że masz powoli dość swojej twórczości, w porządku, każdy miewa takie dni. Ale paradoksalnie - mi rozdziały podobają się coraz bardziej. Akcja zaczyna się rozkręcać, opisy i dialogi są coraz ciekawsze i w ogóle wszystko jest takie... ucbjscnaouyeybfquknak. Ja nie wiem, ale przy słowach Harry'ego: "To mogę z tobą pomilczeć" ja po prostu... bhiwuqgfyq3wb no rozpłynęłam się no! uh chciałam ten jeden raz być poważna, walnąć jakąś mądrością albo mądrościowym cytatem, a wyszło jak zwykle D:
    Także hej, nie łam się! Ja mam 28 obserwatorów a poprzedni rozdział skomentowały zaledwie 2 osoby ;) Ale wiesz co? Będę pisać dalej. Dopóki będzie choć jedna osoba, która będzie miała ochotę to czytać, będę pisać dalej :)
    I nie poddawaj się, bo wiedz, że taką jedną osobę będziesz miała zawsze - we mnie :)
    I nie, nie dlatego, że cię lubię. Nie dlatego, że znamy się już rawie 2 lata. Nie. Będę czytać wszystko co napiszesz, ponieważ jest to po prostu cholernie dobre! No powiedz, nie mam racji?

    Pozdrawiam - Zuza :) Kocham Cię Lamo :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. Wybacz Ada usunęłam twój komentarz przez przypadek :( Postaram się wyrobić do dwóch tygodni z nowym :)

      Usuń
  5. Zostałaś nominowana do Liebster Blogger Award :*
    http://kare-serce-konia.blogspot.com/p/versatile-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej! ;* Znalazłam twojego bloga i się wciągnęłam! Genialny! Super piszesz w trzeciej sobie.. To pierwsze opowiadanie w którym się z tym spotkałam. :) Pisz tak dalej.. Nie przestawaj prowadzić tego bloga! Proszę *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się cieszę :D Jest ktoś nowy!
      Miło mi Cię widzieć wśród czytelników ^^

      Usuń

Obserwatorzy